Targi Kantońskie i miły wieczór z widokiem na Canton Tower

Na targach liczyłem na chińskie roboty, ale trochę się zawiodłem. Raczej nie były zbytnio zaawansowane.

Na targi pojechaliśmy taksówką.

Ludzi był ogrom, ale w tym momencie nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że jest ich dużo, dużo więcej.

Plan targów.

Korytarze wydają się nie mieć końca.

Hale targowe mają charakterystyczną, eliptyczną konstrukcję

Tutaj do pokonania jest dystans 1 kilometra. 

Zamiast iść można skorzystać z takiego pojazdu.

Jedna z hal widziana z góry.

Tańczący robot.



Dron pasażerski.

Maszynka do malowania paznokci.

Część gastronomiczna.

Sam poszedłem w inne miejsce dostałem mój zestaw w jakże uroczej różowej torebce ;-)

Polski akcent. 
Jest trochę Polaków na targach, ale dużo więcej jest Rosjan.

Chętni do kupienia biletu na metro.
My byliśmy sprytniejsi, bo okazało się można płacić kartą odbijając ją przy wejściu, podobnie jak w Hongkongu, Londynie, czy w Nowym Jorku. Wie karty Revoluta nie chciały przejść, ale inna - też Revolut, przeszła bez problemu. 

Pojechaliśmy na skwer Huacheng, w nowoczesnej części miasta.

W oddali widać Canton Tower. Wieża ma 600 metrów wysokości i miano drugiej co do wysokości wieży na świecie, po Tokyo Skytree.

Przysiedliśmy w knajpce przy skwerze. 
Akurat trafiliśmy na występ jakiegoś pieśniarza. co ciekawe, jedną piosenkę zaśpiewał po angielsku.
Był to jakiś hit Eda Sheerana.

Zjedliśmy małe co nieco.

Był nawet deser.

O dziwo, sernik smakował jak u nas.











Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Oblicza Hongkongu

Do Hongkongu przez Finlandię i Chiny (9-10.04.2026).

Wielkie Jabłko od nieco innej strony