Pożegnanie z Szanghajem

Widok z Shanghai Tower na wieżowiec SWFC nazywany otwieraczem do piwa.

Zarezerwowaliśmy nasze szanghajskiej mieszkanie tylko na jedną noc. Nie wiedzieliśmy jeszcze czy nie weźmiemy hotelu bliżej lotniska, bo wylot do Shenzhen mamy o 7:15. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na nocleg w centrum. Niestety, nasze mieszkanie było już zarezerwowane, więc musieliśmy przenieść się do innego.

W ramach śniadania zamówiliśmy naleśniki z jajkiem i mięsem. Wzięliśmy też świeżo wyciskany sok pomarańczowy.

W Szanghaju akurat odbywała się jakaś impreza masowa dla dzieci i młodzieży. Na mieście spotykaliśmy jej uczestników z przyczepionymi numerami startowymi.


Tak wyglądają tutaj przejścia dla pieszych. Może nie naciera na ciebie horda skuterów, ale za to jest morze ludzi idących całą szerokością.

Naszym celem był Park Ludowy.

W soboty odbywa się tutaj targ matrymonialny. 

Rodzice, a chyba częściej dziadkowie, prezentują tu oferty swoich pociech. 

Nie ma tu zdjęć tylko same konkrety, wiek, wzrost, waga, wykształcenie, zatrudnienie i zarobki, a także oczekiwania co do kandydata lub kandydatki.

Z Parku Ludowego pojechaliśmy metrem do dzielnicy Pudong, wizytówki nowoczesnych Chin.

Chcieliśmy wjechać na wieżowiec zwany potocznie "otwieraczem do butelek". Wcześniej czytałem, że taras widokowy na tym wieżowcu nie działa, ale mimo tego poszliśmy spróbować.

Ostatecznie wylądowaliśmy w Shanghai Tower. 
To najwyższy budynek w Chinach i trzeci pod względem wysokości na świecie. 
Całkowita wysokość to 632 m.

Taras widokowy znajduje się na piętrach 118 (546 m). Można jeszcze wejść piętro wyżej.

Widok na Oriental Pearl Tower.

Na parterze Shanghai Tower znajduję się salon chińskiej marki Nio.
Mogliśmy zobaczyć, a nawet usiąść w dopiero co zaprezentowanym elektrycznym SUV-ie ES9.

Można było też zasiąść za kierownicą modelu ET9 Horizon, którego cena w Chinach to prawie pół miliona zł.

Po tych wrażeniach trzeba było się nieco posilić.

Trafiliśmy na całkiem fajne miejsce, serwujące głównie szaszłyki. W stole był specjalny otwór do wrzucania szpilek, a z drugiej strony podobny na inne odpadki. Nad stołem wisiała paczka chusteczek. Swoją drogą, w Chinach w większości miejsc w ogóle nie mają chusteczek.

Ostatnie godziny w Szanghaju spędziliśmy na Nankin Road. 
Od tej pary miałem dostać złotą różę, ale nie wziąłem, bo nie miałem zaufania, że jest za darmo.
Chyba była, bo na mieście spotykaliśmy ludzi z tymi różami.

Ulica Nankijska to popularna ulica handlowa. 

Ulica jest wyłączona z ruchu i zamieniona w deptak.

Wokół jest mnóstwo galerii handlowych. 
Wydaje się, że moda z Japonii cieszy się tu większą popularnością niż w samej Japonii. 
Chinki, w przeciwieństwie do Japonek, chętnie dają się fotografować

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Oblicza Hongkongu

Do Hongkongu przez Finlandię i Chiny (9-10.04.2026).

Wielkie Jabłko od nieco innej strony