Hongkong by night. Hongkong ma stosunkowo niewielką powierzchnię i przez to mieszkania nie są zbyt duże. Sporo osób mieszka w czymś, co w Warszawie sprzedaje się jako mikrokawalerki. Hotele w rozsądnych cenach też są ekstremalnie ciasne. To widok z okna naszego "luksusowego" pokoju. A oto i sam pokój. Dzisiaj druga noc i wygląda na to, że już przywykliśmy do tych spartańskich warunków. W każdym razie więcej jest śmiechu niż narzekania. Na śniadanie poszliśmy do tej samej jadłodajni, w której byliśmy wczoraj wieczorem. Wziąłem zupę z owocami morza. Była całkiem dobra. W środku jest też sporo ryżu, więc na prawdę można się było najeść. Początkowo w planach było zobaczenie posągu Bruce'a Lee, ale gdy się okazało, że przypadkiem jesteśmy blisko przystani promowej to zmieniliśmy plany. Takie roboty kojarzą mi się z wyspą Odaiba w Tokio, ale widać, że tutaj też dotarły. W drodze na prom linii Star Ferry, która zawiezie nas na wyspę Hongkong. Przy kupowaniu nie obyło się bez p...
Zmęczenie po podróży niemałe, więc nie będę przynudzał tylko wrzucę trochę zdjęć i spróbuję je opisać. Do Helsinek lecieliśmy na śmigłach, co nieczęsto się zdarza. Na lotnisku w Helsinkach jeszcze świętują Boże Narodzenie. Do Pekinu już większą maszyną. O dziwo, ponad 5 godzinny layover w Helsinkach zleciał nam zadziwiająco szybko. Pierwsze danie, które linie China Southern Airlines nam zaserwowały. Polski akcent w chińskiej maszynie. Mimo dwóch ostatnich nocy, przez które łącznie spałem może 5 godzin, nie bardzo chciało mi się spać. Lot trwał ponad 8 godzin i w tym czasie obejrzałem film "Jedna bitwa po drugiej" z Leonardo DiCaprio i Seanem Pennem. Film zdobył 6 statuetek Oscara w tym roku. Aż tak mi się nie spodobał, ale może to przez braki w angielskim. Na lotnisku w Pekinie nie mogło zabraknąć gwiazd i to wcale nie ekranu, czy estrady... Większym entuzjazmem niż gwiazdy, cieszył się automat wydający darmową gorącą i zimną wodę. Zimną można było nalać sobie do takiego ma...
Po wczorajszym, dosyć wyczerpującym dniu siedziałem w hotelu aż do 11:00. Nawet dzwonili do mnie z recepcji, aby przypomnieć, że do 11:00 muszę się wyprowadzić. Wstałem o 8:30, ale najpierw poszedłem na śniadanie, które tu było w formie prawdziwego bufetu, a potem zacząłem nadrabiać bloga. Napisałem ile zdążyłem, zdałem pokój i ruszyłem w miasto. Najpierw moją linią metra (E) dojechałem do jej końcowego przystanku, czyli World Trade Center. Chciałem to miejsce zobaczyć za dnia. W dzień działa spływająca woda. Chyba, że w nocy też działała, a ja tego nie zarejestrowałem. Teraz trudno było tego nie zauważyć, bo wiał dosyć silny wiatr i łatwo było tą wodą oberwać. Przy nazwiskach części ofiar były kwiaty, flagi lub nawet zdjęcia. Obszar, jaki zajmuje ten monument jest całkiem spory. Można by w jego miejscu postawić wieżowiec. One World Trade Center za dnia i od dołu. Pobliska galeria handlowa - Brookfield Place. Przez tę galerię dotarłem na nabrzeże. Z którego było widać Statuę Wolno...
Komentarze
Prześlij komentarz